Najwyższy CZAS! Pismo konserwatywno - liberalne. Serwis internetowy.

E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia

100% prawicy! Wiosenne nowości w księgarni sklep-niezalezna.pl (tutaj)

24/09/2011, 9:46. Kategorie: publicystyka

Komu opłacają się cywilne małżeństwa i rozwody?

»

Na ślubach cywilnych i rozwodach państwo zarabia rocznie setki milionów złotych. Będzie zarabiało więcej, jeśli zezwoli na legalizację związków homoseksualnych, a później np. zoofilskich. Pazerne państwo jest więc zainteresowane tym, aby ślubów i rozwodów było jak najwięcej.

600 złotych – taką kwotę z tytułu wpisu sądowego uiszcza osoba, która składa pozew rozwodowy. Opłata ta może zostać zwrócona w połowie tylko w wypadku spełnienia rygorystycznych warunków (m.in. pojednania małżonków). Do tego dochodzą tzw. koszty końcowe, czyli zwrot wydatków poniesionych w trakcie sprawy sądowej (głównie zwrot za dojazd świadków do sądu). W znacznej większości przypadków sądy orzekają o przepadaniu wpisowego. To oznacza, że 600 złotych wpłacone w kasie sądu w celu uruchomienia procedury rozwodowej przechodzi na własność skarbu państwa.

Półtora miliarda z rozwodów

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego oraz Eurostatu wynika, że liczba rozwodów w Polsce drastycznie wzrasta. W 2010 roku sądy w całym kraju orzekły rekordową liczbę 71,8 tys. rozwodów. Przez wcześniejsze trzy lata sądy orzekały średnio 65-66 tys. rozwodów. To rażący wzrost w stosunku do stanu sprzed 10 lat (średnio rocznie 42 tys. rozwodów). Ze statystyk GUS wynika, że w ciągu ostatnich 10 lat rozwiodło się około 0,5 mln małżeństw. Tę kwotę mnożymy przez 600 (wpis stały od pozwu rozwodowego), co daje 300 milionów zł wpływów do budżetu państwa. To oczywiście tylko początek. Każda osoba, która staje się stroną w sprawie rozwodowej, wynajmuje adwokata. W Warszawie minimalne honorarium adwokackie wynosi 3 tys. zł netto. Do tego VAT, który teraz wynosi 23%, a wcześniej wynosił 22%. Od kwoty 3 tys. zł była to suma 660 zł, teraz 690 złotych. Pół miliona orzeczonych rozwodów to milion osób zainteresowanych, czyli milion klientów dla prawników. I milion płatników VAT. 660 złotych razy milion to 660 milionów złotych. Tyle więc trafiło do skarbu państwa w ciągu ostatnich 10 lat z tytułu samych rozwodów. Do tego trzeba doliczyć podatek dochodowy płacony przez adwokatów. 19% od 3 tys. zł to 570 złotych. Jeśli pomnożymy to przez milion spraw, daje to 570 milionów zł zysku dla skarbu państwa z tytułu podatków. Łącznie więc w ciągu ostatnich 10 lat skarb państwa zyskał dzięki rozwodom 1,5 miliarda złotych.

Mało opłacalne śluby

Udzielanie przez urzędników państwowych ślubów nie jest już aż tak opłacalne. Zawarcie cywilnego małżeństwa w Urzędzie Stanu Cywilnego wiąże się z wydatkiem 84 złotych. W 2010 roku w całej Polsce zawarto 228 tys. małżeństw – o ponad 20 tys. mniej niż rok wcześniej. Państwo zarobiło więc na tym ponad 19,1 miliona złotych. Jeśli przyjmiemy, że 200 tys. małżeństw to średnia roczna, okazuje się, że w ciągu 10 lat państwo zarobiło na legalizowaniu związków około 170 milionów złotych. Z punktu widzenia interesu kasy państwowej najlepiej jest, jeśli ślubów i rozwodów jest jak najwięcej. Państwu opłaca się więc zezwolić na rozwody. Daje to bowiem możliwość, iż przeciętny Polak weźmie więcej niż jeden ślub, a tym samym będzie musiał się rozwieść. Czyli do kasy państwa wpłaci dodatkowe 600 zł za wpis od pozwu rozwodowego. To z kolei tłumaczy, dlaczego państwo poprzez rzekomo prorodzinne działania robi wszystko, aby rodzinę rozbić. Im więcej rozbitych rodzin, tym więcej rozwodów, a więc wpływów do państwowej kasy z tytułu wpisów sądowych i podatków od honorariów adwokackich.

Pieniądze od gejów

To samo tłumaczy też działanie poszczególnych urzędników państwowych zmierzające do prawnego unormowania partnersko-erotycznych relacji między osobami tej samej płci. Chodzi o związki tzw. gejów i lesbijek. Według pedalskiego aktywisty, Roberta Biedronia, w Polsce jest kilkadziesiąt tysięcy par tzw. gejów, którzy w majestacie prawa chcieliby zawrzeć związki małżeńskie. Przyjmijmy, że tych „par” jest 50 tysięcy. Same wpisy od czynności prawnych związanych z zawarciem małżeństwa w urzędach stanu cywilnego dadzą około 4,5 miliona zł dodatkowych wpływów do skarbu państwa. Jeśli małżeństwa chcą również zawrzeć lesbijki, daje to drugie tyle. A jeśli i wśród homo-związków zacznie się fala rozwodów? Dla państwa oznacza to w każdym przypadku około 2 tys. złotych zysku z tytułu wpisów sądowych i podatków od usług adwokackich. Jeśli więc 20 proc. „małżeństw” odpowiednio u pederastów i lesbijek okaże się niewypałami, państwo zyska kolejne pieniądze. Jak łatwo policzyć, będzie to po 10 tys. dodatkowych spraw rozwodowych. Czyli łącznie 400 milionów złotych dodatkowych wpływów do kasy państwowej, za pośrednictwem sądów. To oczywiście nie koniec, bo i wśród osób o orientacji homoseksualnej zaczną się ponowne śluby. Czyli dodatkowe pieniądze dla państwa. I dla prawników, którzy zacierają już ręce.

„Małżeństwo” niepotrzebne

Jak mawiał niezapomniany Stefan Kisielewski, „socjalizm jest to ustrój, który bohatersko pokonuje problemy w żadnym innym ustroju nieznane”. Cywilne małżeństwa są klasycznym wręcz przykładem sztucznie tworzonego problemu. Małżeństwo ma bowiem sens tylko i wyłącznie jako sakrament – zawierany przed Bogiem za pośrednictwem szafarza sakramentów, czyli księdza. Z punktu widzenia państwa nie ma powodu, by relacje intymne między wolnymi, dorosłymi ludźmi w jakikolwiek sposób regulować. Tzw. stan cywilny jest sztucznie stworzoną normą biurokratyczną, nikomu do niczego niepotrzebną. Z punktu widzenia państwa nie ma żadnego znaczenia, czy Kowalski jest kawalerem, wdowcem czy mężem. Nie ma też żadnego znaczenia, jakiej jest orientacji seksualnej. Jedyne formalne uzasadnienie dla tego jest takie, że odpowiednie dane na temat związku małżeńskiego wpisuje się w rubryce „stan cywilny”, co samo w sobie też nie ma żadnego uzasadnienia. Rubrykę tą ze wszystkich dokumentów najzwyczajniej w świecie można byłoby po prostu usunąć.

Prawny absurd

Na mocy porozumienia między Polską a Stolicą Apostolską istnieje możliwość zawarcia tzw. małżeństwa konkordatowego. Dokumenty do urzędu stanu cywilnego podpisuje się po Mszy świętej, w trakcie której zostanie udzielony sakrament małżeństwa. Tyle że orzeczenie rozwodu przez cywilny sąd nie implikuje unieważnienia małżeństwa kościelnego. Po uprawomocnieniu się decyzji sądu odnośnie rozwodu byli małżonkowie są w świetle prawa ludźmi wolnymi i mogą wstąpić w związek małżeński ponownie. Tymczasem dla Kościoła ciągle tkwią w sakramentalnym, nienaruszalnym związku małżeńskim. Kto po cywilnym rozwodzie chce zawrzeć ponownie małżeństwo, otrzymuje zielone światło od państwa i czerwone światło od Kościoła. Może to prowadzić do sytuacji, iż po ponownym wstąpieniu w związek małżeński obywatel pozostaje w jednym małżeństwie dla Kościoła, a w drugim dla państwa. Takie są właśnie skutki ingerencji państwa w rodzinę i związki małżeńskie. Ingerencji – dodajmy – zupełnie bezsensownej.

Droga do odszkodowań

Z tego absurdu może urodzić się kolejna paranoja. Od wielu lat tzw. środowiska gejowskie walczą o prawo do zawierania związków małżeńskich, tłumacząc to równouprawnieniem. Nie ma możliwości, aby Kościół – chcąc pozostać wierny Ewangelii – zgodził się na zawieranie sakramentu małżeństwa przez osoby tej samej płci. Taki stan rzeczy wkrótce zapewne otworzy środowiskom gejowskim pole do walki o odszkodowania za rzekomą „dyskryminację”. Zapłacimy za to oczywiście my, podatnicy. Oto skutki mieszania się państwa w małżeństwa.

31 komentarzy

  1. Napiszę krótko opłaca się to państwu no ale kościelne kościołowi ksiądz czy urzędnik nie bądźmy naiwni oczekuje żeby nowożeńcy czy rozwodnicy odpalili jakąś stawkę im za usługę to jest jak prostytucja są pieniądze jest usługa jak oni się nie wstydzą żerować na ludzkim szczęściu czy nie szczęściu a co jak ktoś jest biedny to mu się nie należy ślub czy rozwód ma cierpieć do końca życia bo mu pazerny klecha czy urzędas nie da szczęścia czas to zmienić należy być przeciw łapówom korupcja jest rakiem co niszczy państwo należy tu powiedzieć nie zbuntować się nie okradania obywateli tak dla bezinteresowności i transparentności w stosunkach między ludzkich pozdrawiam.

  2. A nie nie zgadzam się, protestuję !
    Geje powinni płacić zdecydoqwanie więcej(trudne warunki pracy sądów).
    Lub obsługiwać ich sprawy powinni sędziowie pedały lub lesbijki.

  3. Jedynym powodem istnienia małżeństw jest specjalna ochrona prawna takiej “umowy”. Jeśli zniesiemy ochronę (zapisaną w prawie Państwowym) to znikną małżeństwa bo ich zawieranie nie będzie miał żadnego praktycznego sensu. Jak to wpłynie na społeczeństwo to zupełnie inna sprawa, ale warto widzieć co jest przyczyną a co skutkiem.

  4. Moim zdaniem artykuł przygotowany jest nierzetelnie i opiera się na niesprawdzonych, zdawałoby się “zasłyszanych” informacjach bardziej niż na faktach. Kolejno:
    1. Od 2 marca 2006 a więc od wejścia w życie Ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (tekst jednolity: Dz. U. 2010 r. Nr 90 poz. 594) nie ma w polskim prawie pojęcia “wpisu” ani “wpisowego” – jest opłata sądowa, pobierana od pisma wniesionego do sądu. W przypadku pozwu o rozwód opłata jest stała i wynosi 600 zł. “Wpis” to pojęcie z dawnych, nie obowiązujących już regulacji, czego autor najwyraźniej nie sprawdził. W moim odczuciu opłata nie jest niesprawiedliwością, jest to koszt jaki ponosi strona czy też uczestnik tytułem załatwienia swojej sprawy w sądzie, jednocześnie psychologiczna bariera – skłania do zastanowienia zanim zaangażujesz w sprawę sąd.
    2. Autor wspomina o zwrocie połowy opłaty sądowej, jednak, moim zdaniem, za przykład powinien podać znacznie częściej występujący przypadek orzeczenia rozwodu na zgodny wniosek stron. Poza tym na jakiej podstawie autor twierdzi, że postępowanie pojednawcze czy też mediacyjne jest “rygorystyczne”? Moim zdaniem skoro strony mogą się pogodzić to po co składają pozew? jeżeli potrzebują pomocy mediatora lub autorytetu sądu, powinni ponieść również tego koszty, w tej sytuacji połowę opłaty sądowej.
    3. Na jakiej podstawie autor twierdzi, że “każda osoba, która staje się stroną rozprawy rozwodowej, wynajmuje adwokata”? Moim zdaniem jest to zupełnie nieuprawnione twierdzenie, ignorujące fakt, że wielu osób nie stać na pełnomocnika z wyboru lub często uznają (całkowicie słusznie), że nie jest im potrzebny. Dzieje się tak zwłaszcza w sytuacjach gdy rozwód orzekany jest na zgodny wniosek stron lub kiedy strony porozumiewają się co do władzy nad dziećmi oraz kontaktów z nimi jak również gdy porozumiały się co do kwestii majątkowych lub po prostu one nie występują (małżonkowie nie mają żadnego wspólnego majątku). W sytuacji ludzi niezamożnych, można występić o ustanowienie pełnomocnika z urzędu, gdzie sądy orzekają koszty (w tym wypadku zastępstwa procesowego) minimalne w wysokości od 40 do 500 zł – Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 4 czerwca 1992 r.
    w sprawie opłat za czynności adwokackie w postępowaniu przed organami wymiaru sprawiedliwości (Dz.U. 1992 r. nr 48 poz. 220). W dalszej kolejności, należy podkreślić, że nie ma przymusu adwokackiego w sprawach rozwodowych a swoją drogą co z radcami prawnymi, którzy od 2007 roku, mogą również występować w sprawach rodzinnych? – czy autor nie rozróżnia obu korporacji nazywając wszystkich adwokatami?
    Ustalenie powyższych kwestii nie wymaga specjalistycznej wiedzy prawniczej, wszystkie powyższe informacje widnieją w powszechnie dostępnych publikatorach lub można po prostu znaleźć w sieci. Dlatego uważam, ze artykuł jest nierzetelny i (co zakładam) napisany na kolanie, bez głębszego zastanowienia i sprawdzenia przytaczanych w swojej treści tez. Powstaje pytanie dlaczego redakcja NCz dopuszcza tego typu publikacje.

    • Finansowo rzeczywiście cywilne śluby i rozwody raczej nie kosztują tyle, ile przedstawiono w artykule, ale nie zmienia to faktu że są one zupełnie zbędne, a raczej szkodliwe, biorąc pod uwagę koszty społeczne. Nie ma żadnego powodu, by istniały jakiekolwiek normy prawne regulujące wzajemne współżycie obywateli, ani kwestie ich wspólnego majątku. Jeśli ewentualnie małżonkowie sobie nie ufają, to mogą przecież zawrzeć dowolną “umowę małżeńską”, która by te sprawy uregulowała, lub założyć spółkę cywilną. Przy braku obowiązkowych opłat na ZUS i podatku dochodowego samo istnienie takiej spółki by nic nie kosztowało. Podobnie jest jeśli chodzi o wychowanie dzieci. Państwo nie musi ingerować w to, czy dziecko jest wychowywane przez biologicznych rodziców, przez jednego z nich z nowym partnerem, czy też przez zupełnie niespokrewnione osoby. To że obecnie takimi sprawami zajmują się sądy wcale nie zmniejsza liczby nieszczęść z nimi związanych, a wręcz jak wskazuje praktyka, prawie każda sprawa rozwodowa w której podnoszona jest kwestia “prawa do wychowywania” dzieci wiąże się z takim nieszczęściem. Dlatego można dojść do wniosku, że całe prawo rodzinne jest nie tylko zbędne, ale wręcz szkodliwe. Należało by więc również zlikwidować regulacje dotyczące alimentów, oczywiście zarówno tych płaconych przez jednego z rodziców drugiemu, jak i przez dzieci na rodziców. Przy takim stanie rzeczy, oraz braku jakiejkolwiek państwowej pomocy socjalnej, istniały by silne bodźce do tego, by uważnie dobierać małżonków, dbać o trwałość rodziny i tak wychowywać dzieci, by na starość nie okazało się, że zostały menelami-gołodupcami niezdolnymi do opieki nad rodzicami, ani chamami, którzy po prostu się od nich odwracają.

      • Tak czy siak tego wątku najbardziej w artykule brakuje, zwłaszcza że gdyby razem z likwidacją ślubów cywilnych wprowadzić za pomysłem red. Mikkego kategorię prawną “głowy rodziny”, to wróciłyby w jakiejś formie szopki opisywane przez niesławnej pamięci hr. Żeleńskiego w “Dziewicach konsystorskich”, a matki masowo podawałyby przy porodzie “ojciec nieznany” albo zawierały drobiazgowe intercyzy ku uciesze notariuszy. Sama idea słuszna, zwłaszcza w świetle nowej sytuacji — mody na małżeństwa wszystkiego ze wszystkim, ale można by omówić szczegółowiej. () p. Wyrostkiewicz pisał o mniej głośnych rzeczach, za to rzetelniej — zamiana na p. Szymowskiego nie jest może tragiczna jak swego czasu p. Machaja na p. Teluka, ale niedosyt jest.

  5. “…od gejów”
    Od razu widać, co Lesiowi chodzi po główce. ha ha

  6. Nie rozumiem. Trzeba zalegalizować narkotyki, bo ich delegalizacja to ograniczenie ludzkiej wolności- a zakaz zawierania małżeństw cywilnych nie jest ograniczeniem wolności? Śluby są dla ludzi a nie dla państwa- po to żeby np. kobieta mogła zmienić nazwisko na męża, albo mieć podwójne, albo mąż żeby mógł przyjąć nazwisko żony. Są po to żeby ludzie mieli poczucie stabilizacji, bezpieczeństwa, że chcą być razem. Poza tym są też dla tych którzy nie mogą zawrzeć małżeństwa kościelnego: np. dla ateistów, dla tych którzy nie chcą mieć dzieci, dla tych którzy się nie kochają- tzw. małżeństwa z rozsądku, dla tych którzy nie są zdolni do odbycia stosunku seksualnego- impotentów.

    • Jeżeli ateista chce ślubu cywilnego to znaczy że nie jest ateistą.

    • Ja proponuję zalegalizować ateizm, bo jak ateizm nie jest legalny (jak obecnie), to ateiści mają mniej wolności.

      • Ateizm jest wyrazem największej glupoty i najgorszym z możliwych wyborów : ognia. Jest tylko jedna alternatywa przyszlości, albo życie w Bogu, albo samodegradacja w wieczym ogniu. Nie ma innej możliwości. Mówi o tym wyraźnie Przypowieść o Krzewie Winnym. Jesli galązki nie tkwią w krzewie winnym, usychają, zbiera się je i wrzuca do ognia i płoną. Zresztą nikt przy zdrowych zmysłach go nie wybierze intelektem. Wybiera się go niestety przy zniewoleniu ciężkimi grzechami, bo nie można żyć w niewoli grzechów na dłuższy dystans i zachować równocześnie silną wiarę.

        • Normalnie nie prowadzę tego typu dysput, bo uważam wiarę lub niewiarę za sprawę indywidualną, ale niech Ci będzie. Powiedz, jakie masz dowody na istnienie Boga i to akurat Boga o imieniu Jahwe?

          • A masz jakieś dowody na nieistnienie Boga?

            • To na tym, kto twierdzi, że coś istnieje, spoczywa ciężar przedstawienia dowodu. W ten sam sposób ja mogę stwierdzić, że istnieje Latający Potwór Spaghetti – a Ty nie będziesz miał dowodu, że nie istnieje.

              Do czego zmierzam: istnienia Boga nie da się udowodnić, ale jako, że nie da się udowodnić jego nieistnienia, wiara pozostaje kwestią osobistą i wmawianie komuś, że pójdzie do piekła, bo jest ateistą, to wkładania kija w mrowisko + niewiedza – Kościół nie jest taki skory do posyłania ateistów do piekła.

              • Gdyby istnienie Boga zostało udowodnione wiara w Niego straciłaby sens. Wiedzielibyśmy, że jest i całe to misterium związane z kościołem, sumieniem, modlitwą etc. zmieniłoby się w jakiś nowy urząd lub nowy porządek świata. Wierzyć można tylko w coś, czego nie jesteśmy w stanie udowodnić lub wykluczyć jego istnienia. Chyba, że ktoś dalej wierzy w Wielkiego Żółwia i świat na jego skorupie… jego sprawa. Latający Potwór Spaghetti jest chyba równie prawdopodobny co Bóg, nie miał tylko nigdy tak dobrze zorganizowanego kościoła.

          • Dowodów wprost oczywiście nie ma, bo Pan Bóg nie chce nikogo przymuszać do wiary, ale cała rzeczywistść przez Niego stworzona swoim ładem i logiką świadczy o Nim. Nie ma żadnego przypadku, wszystko jest logiczne i zaplanwane, pełna matematyka opisu zdarzeń i informatyka w przekazywaniu danych w materii nieożywionej i szczególnie w organizmach żywych. To jest niemożliwe, aby wszystko wzięlo się z chaosu. Te kilkanaście lat ewolucji to jest kropla w morzu do prawdopodobieństwa uporządkowania rzeczywistosci. Ale to jeszcze nie wszystko, wystarczy zastanowić sie nad światem duchowym człowieka, jego tworczością. Dlatego mozemy cieszyć się pięknem świata, bo jest dziełem Nieskończonego, a nie dziełem przypadku.

            • Tam miało oczywiście być kilkanaście miliardów lat…

              • Jako człowiek wierzący dowodów na Jego istnienie doszukiwać się będziesz także w matce, której dziecko zginęło w nieszczęśliwym wypadku (bo przecież musi istnieć jakiś cel w jej cierpieniu) lub bardzo malowniczej plamie oleju na drodze (przecież niemożliwe, żeby taka plama ułożyła się w znak krzyża bez pomocy Jego boskiej ręki). Rozumiem doskonale ten sposób myślenia ale wolę nie szukać na siłę jakiegoś większego sensu w czymś, gdzie albo go nie widzę albo po prostu go nie ma.

          • Jak przystało na typowego poszukiwacza dziury w całym masz jakieś ale… Ale co?
            Najlepszym dowodem na istnienie Boga jest sytuacja wojny, kiedy w okopie siedzą naprzeciw siebie dwie armie. Wtedy, kiedy latają kule w okopach nie ma ateistów. Tylko w czasie pokoju pleni się takie wolnomyślicielstwo i bredzenie, że Boga nie ma. Ale jak trwoga to do Boga właśnie i nawet najwięksi zatwardzialcy ateistyczni miękną, kiedy wisi nad nimi widmo śmierci…

      • W pełni popieram

  7. Ludzie wy nie rozumiecie o co chodzi. Małżeństwo jest ok, ale nie jako akt cywilny tylko jako sakrament. Po cholerę państwo ma się wtrącać w to czy Kowalski z Kowalską mają związek państwowy czy nie państwowy. Co to państwo w og ole obchodzi. Ja się z autorem artykułu w całej rozciągłości zgadzam

    • Śluby cywilne są po to, aby była “podkładka” do wspólnego rozliczania się małżonków, ulg na dzieci itp.

      Dlatego też propagowanie zrównania małżeństw ze związkami: pana z panem, pani z panią, pana z owcą czy w końcu pani z orangutanem nie ma sensu.
      Albowiem tylko ze związku kobiety i mężczyzny powstaje “wartość dodana” dla państwa – i z tego powdu tylko taki związek ma jakiekolwiek ( głównie podatkowe – patrząc od strony państwa ) znaczenie. Reszta nie zasługuje na uwagę… I dysponuje pełną wolnością współżycia :)

      • Chodzi Ci o to, że państwo może na tym zarobić? Słyszał o fikcyjnych rozwodach bo samotne matki dostają zasiłki celowe? Głupio Ci ale wiem PiS powołałby specjalny urząd do walki z tym zjawiskiem.

      • jest jeszcze kwestia spadku czy wspolnej odpowiedzialnosci finansowej malzonkow itp. prawne sprawy…wiec od strony czysto prawnej malzenstwa cywilne maja dla panstwa sens (min. dlatego homosie domagaja sie padzio-malzenstw(.

  8. Likaon ale małżeństwa cywilne nie są przymusowe. A jeśli ludzie właśnie chcą, żeby państwo im się “wtrącało”? To zamierzasz im zabronić? Co to ma wspólnego z liberalizmem?

  9. Poznam do stałego związku obdarzonego (min 18cm) aktywa z własnym lokum.Ja 34 latek żonaty uległy bi.lubie poskakac na dużych kutasach.Tylko spokojny zwiazek bez wchodzenia sobie w życie (ale w tyłek już tak:).Spotkania w dzień.

  10. Małżeństwo, to o ile się nie mylę w j. polskim oznacza związek kobiety i mężczyzny. Gdyby znieść państwowe “małżeństwa” to zniknąłby problem gryzienia się z pedarastami. Oczywiście pozostaje jeszcze problem z ZSRE, jeśli wymyślą nakaz udzielania małżeństw parom pedalskim(stąd kolejny krok do adopcji dzieci przez wspomniane pary).

  11. rzeczywiscie, dane orzesadzone, adwoakata w sprawach rozwodowych biora strony zwasnione, dochodzace swoich praw majatkowych, wychowawczych itp. reszta – rozwodzi sie bez adwokatow. po drugie malzenstem jako pewna umowa sa zainteresowani sami wspolmalzonkowie, bo to daje mozliwosci wspolnego rozliczania sie, korzystania z ulg, prawa bezrobotnego wspolmalzonka do swiadczen socjalnych z tytulu zatrudnienia meza/zony, prawo do spadku, i pare innych. ze panstwo na tym zarabia – i owszem, ale i sami malzonkowie sa zainteresowani legalizacja zwiazku, bo to daje im prawa, ktore w wolnym zwiazku bez legalizacji nie przysluguja.

  12. kurde, w całym tym artykule chodzi o to, że system jest tak właśnie stworzony, żeby takim paniom nataliom wydawało się później, że najważniejszą cechą małżeństwa jest glejt od urzędasa. chodzi o to, że gdyby nie wytwory urzędasów, to możnaby zrezygnować z małżeństw państowych i wystaczyłyby tylko te sakramentalne. bo tylko te sakramentalne, jako jedyne ma znaczenie. małżeństwa państwowe są tylko wynikiem wpieprzania się państwa w życie prywatne ludzi i coraz to większe ograniczanie naszej wolności i prywatności. jasna sprawa, że w obecnej sytuacji naszej są oczywiste i konieczne.

  13. Biedron jak kazde lewackie bydle,falszuje statystyki. Par gejowskich chcacych sie pobrac jest conajwyzej kilkadziesiat. Reszta to bezideowi erotomani,idacy z nurtem sped wyborczego bydla,na ktorego plecach biedron wszedl do sejmu i bedzie sobie teraz mogl splacic przyslowiowa hipoteke.

Skomentuj

Uzyteczne tagi:

<a href="adres strony www"> link </a>
<blockquote> "cytat" </blockquote>
<code> kod </code>
<i> italic </i>
<strong> pogrubienie </strong>