Korwin-Mikke: Czy Polak może być pierwszy na Marsie?

106

Od dłuższego czasu powtarzam wszędzie – zarówno na łamach „Najwyższego CZASU!”, jak i gdzie indziej, że gdyby wprowadzić w Polsce jakiś normalny ustrój, to w ciągu trzech-czterech lat Polak mógłby jako pierwszy człowiek stanąć na Marsie. I zająć tam kawałek gruntu – by w razie czego mieć jako Drugą Polskę.

Nie jestem w stanie zrozumieć ludzi, dla których celem życia jest mieć lepsze żarcie, lepszy telewizor, lepszy samochód – i jeszcze zaliczyć kilkanaście fajnych panienek. To znaczy: ja ich rozumiem – ale nie podzielam ich marzeń. Niech sobie żyją, oczywiście, niech mają te lepsze samochody, telewizory, jedzenie i panienki – ale niech nie chwytają za nogi tych, co chcą wzlecieć ku przestworzom.

Gdybyśmy zaś wprowadzili normalny ustrój gospodarczy i polityczny, to w ciągu dwóch lat mielibyśmy kilkudziesięciu miliarderów, spośród których byłoby kilku multimiliarderów, a tacy ludzie, świetnie wiedząc, że nie da się tego przejeść, przepić czy spapuciać w inny sposób, zapewne wpadliby na pomysł posłania człowieka na Marsa.

Znam człowieka, który jest zwykłym, skromnym miliarderem – i zapewne 10 lat temu na Marsa chciałby polecieć sam. Nie zrobiłby tego – z przyczyn, które staną się oczywiste za chwilę – ale by chciał.

Nie ma więc żadnych finansowych powodów, by Polak na Marsie nie stanął. Nie twierdzę przy tym – jak to dziś w modzie – że taki projekt „dałby zajęcie tysiącom specjalistów i stworzył setki tysięcy miejsc pracy”. To nonsens. Taki program by Polsce gospodarczo nie pomógł. Ale i nie zaszkodził. By to zrozumieć, warto sobie uświadomić, że taka wyprawa pochłonęłaby sumy mniejsze od dotacyj uzyskiwanych z Brukseli – a przecież wiele uboższych od nas krajów rozwija się szybciej od nas, nie otrzymując tych dotacyj!

Znacznie poważniejszy jest problem techniczny. Podsumowując pół wieku praktycznie zerowego postępu w badaniach Kosmosu, p.Anna Piotrowska napisała kiedyś w „DZIENNIKU”: „Opracowany przez NASA plan podboju Marsa przedstawia się imponująco. Problem jednak w tym, że to tylko plan. (…) Najbardziej zaawansowany jest niewątpliwie projekt rakiety, która będzie wynosić duże ładunki w kosmos i »popychać« je w kierunku Marsa”.

Otóż nie ma tu żadnej przeszkody. Rakiety wywożą na orbitę ładunki za 10 mln $ – i można śmiało założyć, że prywatne rakiety zrobiłyby to za 2 miliony. Trzeba tylko zwrócić się nie do NASA, lecz do p.Burta Rutana lub Jego konkurentów. Setka rakiet (za 200 mln) potrafiłaby wywieźć na orbitę paliwo wystarczające na podróż, samą rakietę w częściach (nie musi być potężna, bo nie pokonuje przyciągania ziemskiego), sprzęt niezbędny na Marsie, żywność, aparaturę (istnieje!) oraz spadochrony i baloniki do bezpiecznego wylądowania. Na końcu – aresonautę.

Być może wysłano by również środki umożliwiające powrót. Zakładam jednak, że zgłosiłoby się tysiące ochotników gotowych zaryzykować czekanie na Marsie na możliwość powrotu – zwłaszcza spośród osób cierpiących na choroby genetyczne, wskutek których umarliby w wieku lat 40 (są takie). Bardzo wielu takich ludzi chciałoby przed śmiercią odbyć fascynującą podróż i zasłużyć się Polsce i Ludzkości – dlaczego im tego zabraniać? A przyniosłoby to – na oko – dalszą pięciokrotną redukcję kosztów!

Tymczasem p. Piotrowska pisze: „Inżynierowie muszą przede wszystkim wymyślić, w jaki sposób zapewnić ludziom bezpieczeństwo w trakcie całej wyprawy. Półroczna podróż przez otchłanie Układu Słonecznego oznacza bowiem wystawienie marsonautów (?? – co za brak wyczucia językowego; nie łączy się greckich końcówek z łacińskimi rdzeniami! – JKM) na śmiertelnie groźne promieniowanie kosmiczne” (przecież ludzie spędzali już tyle czasu w stacjach kosmicznych – JKM). Groźny jest też marsjański piach. Nie przypomina on ziemskiego, jest grubszy i bardziej chropowaty. A ponieważ potężne burze piaskowe na Marsie to praktycznie codzienność, jego uderzenia mogą porysować czy wręcz zniszczyć powierzchnię używanych przez marsonautów sprzętów: kombinezonów, instrumentów pomiarowych, baterii słonecznych. (…) Ale to nie wszystko – najdrobniejsze ziarenka piachu mogą się przecież wcisnąć na przykład do wnętrza śluzy powietrznej i zakłócić jej działanie, co może zakończyć się katastrofą. Niewykluczone też, że marsjański pył przedostanie się do modułu mieszkalnego, by na koniec znaleźć się w płucach astronautów. A przecież nikt by nie chciał, żeby kosmiczni podróżnicy cierpieli z powodu pylicy – choroby zawodowej górników”.

Przerażający obraz upadku cywilizacji! Gdyby tak rozumować, nigdy nie odkrylibyśmy Nowego Świata, Australii i obydwu biegunów! Ja zakładam jednak, że wyprawę organizowałby człowiek prywatny, poleciał na nią ochotnik – a banda „zapewniaczy bezpieczeństwa” nie miałaby w tej sprawie nic do gadania!

Na koniec p. Piotrowska wraca na łono cywilizacji i pyta: „Dlaczego więc w ogóle tam lecimy? Najtrafniej ujął to w swej książce »Narodziny cywilizacji kosmicznej« Robert Zubrin: »Mars, jako jedyne pozaziemskie ciało niebieskie w Układzie Słonecznym, ma wszystkie zasoby potrzebne nie tylko do podtrzymania życia, lecz również rozwoju cywilizacji kosmicznej. Mars nadaje się do kolonizacji. Zarówno dla nas, jak i przyszłych pokoleń. Czerwona Planeta jest Nowym Światem«”.

Tak jest! Problem jest, więc psycho- i socjologiczny. Ludzie przez podatki progresywne odbierają środki multimiliarderom, poprzez przepisy krępują ich inicjatywę – a odebrane środki kierują na to, co rozumie i ceni Tyran pod nazwą „Większość” – na żarcie, picie i zwiększanie bezpieczeństwa. Trzeba tylko tego zaprzestać. W przypadku Polski jest dodatkowa trudność. Obywatele III RP są przekonywani, że jesteśmy kopciuszkiem wśród Potężnych i Bogatych Państw – a skoro one tego nie chcą lub nie potrafią zrobić – to i my nie damy. I pytają bezradnie: „Czy możemy być pierwsi?”

Oczywiście, że możemy. A realny rachunek sił i środków pokazuje, że jest to cel osiągalny. Trzeba tylko chcieć. A ja chcę, byśmy byli pierwsi. Przed Chińczykami!
I jest to, wbrew pozorom, w zasięgu ręki. NIE LĘKAJMY SIĘ!

wesprzyj_wolne_media_artykul