E-wydanie | Prenumerata | Księgarnia
100% prawicy! Wiosenne nowości w księgarni sklep-niezalezna.pl (tutaj)
Czy Hanna Gronkiewicz-Waltz jako prezes Narodowego Banku Polskiego pomogła w nielegalnym przejęciu prywatnego banku przy udziale ludzi związanych z FOZZ i UOP? Na to pytanie odpowiedzi szuka Prokuratura Apelacyjna w Białymstoku. Szuka, ale w taki sposób, aby niczego nie znaleźć. „Najwyższy CZAS!” dotarł do materiałów z tego śledztwa.
Chodzi o Pierwszy Komercyjny Bank SA z siedzibą w Lublinie, którego udziałowcem był przedsiębiorca Tadeusz Olczak. Zaraz po wprowadzeniu reform Okrągłego Stołu bank założył obywatel Stanów Zjednoczonych, który w ten sposób wprowadził zalążek kapitalistycznego systemu bankowego w Polsce. PKB SA był pierwszym prywatnym bankiem w naszym kraju, zaczął oferować korzystnie oprocentowane lokaty i kredyty na atrakcyjnych warunkach. Oddziały i filie, które wyrastały jak grzyby po deszczu, przyciągały klientów nowoczesną, skomputeryzowaną, fachową i dobrze przygotowaną obsługą. Dla klientów była to więc miła alternatywa wobec państwowych banków, posługujących się liczydłami. W efekcie już po półtora roku PKB SA posiadał swoje oddziały w innych miastach Polski – m.in. w Krakowie, Warszawie, Poznaniu. Dynamiczny rozwój sprawił, że bank zaczął być postrzegany jako zagrożenie dla banków państwowych, a zarazem jako łakomy kąsek do przejęcia. I nagle zrobił się szum wokół głównego udziałowca, którego z hukiem wyrzucono do Stanów Zjednoczonych. W efekcie władzę w banku przejął Tadeusz Olczak, który został głównym udziałowcem. Ówczesny prezes PKB Antoni Wódkowski wprowadził do zarządu banku Jana R. – dobrego znajomego Ewy Śleszyńskiej, ówczesnej szefowej Głównego Inspektoratu Nadzoru Bankowego, i jej zastępcy Jana Kwaśniaka. Rejent niedługo pracował w PKB, gdyż na biurko Olczaka trafiła ciekawa książka.
Sami swoi z tajnych służb
Była to książka „Via Bank i FOZZ” autorstwa profesorów fizyki – Mirosława Dakowskiego i Jerzego Przystawy. Opierając się na archiwalnych dokumentach Michała Falzmanna (kontrolera NIK, który badał aferę FOZZ i nagle zmarł w tajemniczych okolicznościach), dwaj fizycy opisali mechanizm działania FOZZ i osoby, które były zaangażowane w ten przestępczy proceder. Jedną z nich był właśnie Jan R., który wówczas pracował u Olczaka w PKB. – Gdy tylko przeczytałem książkę „Via Bank i FOZZ”, zdałem sobie sprawę, że robię interesy z niewłaściwymi ludźmi – mówi w rozmowie z „WP” Tadeusz Olczak. – Podjąłem więc decyzję o odwołaniu całego zarządu, a Jana R. w pierwszej kolejności.
Postać Jana R. wyłania się z mrocznych dziejów PRL-u na początku lat 80. Ten urzędnik Ministerstwa Finansów wyjątkowo szybko awansował wówczas na dyrektora Departamentu Dewizowego. Później został również udziałowcem firmy polonijnej Carpatia i niezgodnie z prawem przyznał jej przydział dewiz z Ministerstwa Finansów. Został za to skazany prawomocnym wyrokiem sądowym, co zakończyło jego karierę w resorcie. Sama zaś firma Carpatia została w lutym 2007 roku wymieniona w raporcie z weryfikacji WSI (autorem raportu był Antoni Macierewicz). Jej prezes, Jan Załuska, został zaś zidentyfikowany w tym samym raporcie jako tajny współpracownik WSI. Sam Jan R. został natomiast w 1989 roku wysłany do Londynu jako oficjalny przedstawiciel FOZZ. Z akt Falzmanna wynika, że z jego osobą związek ma zniknięcie 90 tysięcy funtów brytyjskich przekazanych dla FOZZ na zakup po zaniżonej cenie polskiego długu zagranicznego. W 1991 roku R. wrócił z Londynu do Polski i szybko odnalazł się w nowej rzeczywistości bankowej, trafiając na stanowisko członka Zarządu PKB SA w Lublinie. Jak sam się chwalił, zawdzięczał to swoim znajomościom w ówczesnym świecie finansjery.
– Owszem, pamiętam Jana R., poznałam go w tamtym czasie, ale była to znajomość jedynie na stopie służbowej, a nie prywatnej – napisała nam za pośrednictwem swojej rzeczniczki Hanna Gronkiewicz-Waltz. – Nie wiedziałam ani o tym, że został kiedyś skazany, ani o jego związkach z aferą FOZZ.
Niechciany inwestor W międzyczasie doszło do małej, ale bardzo istotnej zmiany przepisów prawnych. Nowelizacja ustawy „Prawo bankowe” nałożyła na banki obowiązek powołania Funduszu Rezerwy Bankowej. Rezerwa ta miała być zdeponowana na rachunku w NBP. PKB posiadał niezagospodarowany pakiet 52,5% udziałów jako akcji własnych banku (pozostałe udziały należały do Tadeusza Olczaka). Aby sprostać nowym wymogom ustawowym, bank musiał znaleźć nabywcę akcji, a pieniądze z transakcji wpłacić na wspomniany rachunek bankowy w NBP. Tadeuszowi Olczakowi udało się znaleźć biznesmena, który chciał kupić pakiet akcji. W spotkaniu z nim (odbyło się w Warszawie, w siedzibie Głównego Inspektoratu Nadzoru Bankowego 4 lutego 1993 roku) uczestniczyli również Ewa Śleszyńska i Jan Kwaśniak. – Zignorowali potencjalnego inwestora i zachowali się w sposób obraźliwy dla gości – wspomina Olczak. – Gdy wychodzili ze spotkania, powiedzieli, że bank i tak zostanie przejęty przez zarząd komisaryczny.
Tak się też stało. Ewa Śleszyńska wystąpiła do ówczesnej prezes Narodowego Banku Polskiego, Hanny Gronkiewicz-Waltz, o wprowadzenie do PKB SA Zarządu Komisarycznego. 8 lutego 1993 roku Hanna Gronkiewicz-Waltz podpisała decyzję o wprowadzeniu do PKB SA w Lublinie zarządu komisarycznego.
Skąd ten pośpiech? Oto na 8 lutego zwołane zostało Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy PKB SA, na którym miała zostać podjęta decyzja o sprzedaży 52,5% udziałów inwestorowi znalezionemu przez Olczaka. WZA nie odbyło się jednak, nie przybył bowiem dyrektor państwowej spółki CPN oddział terenowy w Lublinie, posiadającej 1% udziałów w PKB. – Chcieliśmy uchronić klientów banku przed utratą oszczędności – tłumaczy dziś Hanna Gronkiewicz Waltz. – Straty finansowe Pierwszego Banku Komercyjnego SA z siedzibą w Lublinie wielokrotnie przekraczały jego fundusze własne. Nie można było dopuścić do jego bankructwa. – To oczywista nieprawda – mówi Tadeusz Olczak. – PKB SA nie wykazywał strat. To wersja stworzona w celu usprawiedliwienia wrogiego przejęcia banku. W efekcie Hanna Gronkiewicz-Waltz podpisała decyzję o wprowadzeniu zarządu komisarycznego. Ku zdumieniu wszystkich pracowników banku jego przewodniczącym okazał się… Jan R.
Bezprawny zarząd
Zarząd Komisaryczny to instytucja podlegająca prezesowi NBP. Według prawa, może zostać wprowadzony w sytuacji, gdy w banku albo dochodzi do malwersacji finansowych (np. prania brudnych pieniędzy), albo wskutek źle prowadzonej polityki finansowej bank staje na granicy bankructwa, co grozi niewypłacalnością pieniędzy dla klientów. Tyle że żadna z tych okoliczności nie miała miejsca. Co więcej – z akt śledztwa prowadzonego przez białostocką prokuraturę wynika, że w tamtym czasie Tadeusz Olczak był śledzony i inwigilowany przez UOP. – Nie odnosimy się do takich informacji – odpowiada ppłk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska, rzeczniczka ABW (następczyni UOP). 8 lutego 1993 roku – tuż przed tym jak zarząd komisaryczny wszedł do PKB – Olczaka w trybie pilnym wezwano do UOP. Do firmy już nie dał rady wrócić. Jan R. zaczął swoje rządy od zakazu wpuszczania Olczaka do biura.
Do kryminału
Zgodnie z prawem, zarząd komisaryczny miał określony czas na sprzedanie 52,5% akcji własnych PKB SA. Tego się nie udało zrobić. 22 czerwca 1993 roku termin mijał i akcje ulegały unieważnieniu. W takiej sytuacji Tadeusz Olczak stawał się właścicielem 95% udziałów o zmniejszonym kapitale. Najpierw, na żądanie Ministerstwa Finansów, lubelski Urząd Kontroli Skarbowej wydał decyzję, że Olczak wszedł w posiadanie akcji nielegalnie. Sprawą zajęła się prokuratura. Musiała ją jednak umorzyć z powodu braku cech przestępstwa. Okazało się, że był to początek problemów. W niedzielę 23 maja 1993 roku o godzinie 17.00 Olczak został zatrzymany, a funkcjonariusze UOP przeszukali jego biuro i zabrali sejfy z dokumentami. Co ciekawe, oficjalnie akcja prowadzona była pod pretekstem poszukiwania skradzionych samochodów. – Zabrano mi sejf oficjalnie po to, aby sprawdzić, czy nie trzymam w nim 348 samochodów zrabowanych w Lublinie – kpi Olczak. Potem jednak nie było zabawnie. Biznesmen trafił do aresztu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie. Co ciekawe, nakaz aresztowania podpisała warszawska prokurator, prywatnie siostra doradcy Lecha Wałęsy. W areszcie biznesmen przebywał prawie trzy miesiące. 20 sierpnia w stanie krytycznym został zabrany do szpitala.
Denominacja akcji
Sprawa własności PKB była przedmiotem posiedzenia Zarządu NBP, do którego doszło 22 października 1993 roku. Z akt śledztwa białostockiej prokuratury wynika, że Zarząd NBP (przewodniczyła mu wówczas Hanna Gronkiewicz-Waltz) pisemnie polecił zarządowi komisarycznemu, aby przeprowadził denominację udziałów PKB SA. Po denominacji jedna akcja miała kosztować już nie milion starych złotych, a 40 tysięcy (4 dzisiejsze złote). Tak więc denominacja sprawiła, że wartość udziałów Tadeusza Olczaka spadła 25-krotnie. Stało się to bezprawnie, bowiem w statucie banku znajdował się zapis, że żadne akcje nie mogą być umarzane ani denominowane. – Zgoda na umorzenie akcji była podyktowana sytuacją finansową banku (straty wielokrotnie przewyższające fundusze własne), a praktyka bankowa wskazuje, że dotychczasowi akcjonariusze w pierwszej kolejności ponoszą koszty restrukturyzacji upadającego banku – tłumaczy Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Pokrzywdzony biznesmen sprawę skierował do sądu. Sąd Gospodarczy w Lublinie wystąpił do Sądu Najwyższego z zapytaniem czy zarząd komisaryczny może denominować
akcje, a ten uznał, że… tak, choć w żadnej ustawie nie ma przepisu zezwalającego na to. Druga decyzja zarządu komisarycznego polegała na pozbawieniu akcji Olczaka „ze względu na interes spółki”. Później, za zgodą NBP, zarząd komisaryczny został przekształcony w zarząd PKB, a prezesem został… Jan Rejent.
„Najwyższy CZAS!” zapytał kilku znanych przedstawicieli biznesu o to, jak mogą nazwać sprawę przejęcia Pierwszego Komercyjnego Banku w Lublinie. Najdelikatniejsze określenia, które usłyszeliśmy, to „granda” i „rabunek”. Tego samego zdania jest też sam Olczak. Po 14 latach warszawski sąd prawomocnym wyrokiem uniewinnił Olczaka od wszystkich fikcyjnych zarzutów, w tym i od przechowywania 348 samochodów w sejfie bankowym. Olczak, z racji wyrządzonych mu krzywd i strat oraz popełnionej zbrodni bezprawnego pozbawienia wolności, co zostało stwierdzone wyrokiem sądowym, wytoczył powództwo przeciwko skarbowi państwa. Jego pełnomocnik wystąpił do sądu o odszkodowanie w wysokości 160 milionów złotych i Sąd Okręgowy w Warszawie, do którego trafiła sprawa (z uwagi na właściwość miejscową NBP), będzie miał więc niezły orzech do zgryzienia.
Jeśli jednak przyzna Olczakowi odszkodowanie, to czy Hanna Gronkiewicz-Waltz zapłaci z własnej kieszeni za straty spowodowane jej działaniem? – Ani w tej sprawie, ani w żadnej innej nie mam sobie nic do zarzucenia – odpowiada dzisiejsza prezydent Warszawy. – Gdybym w tej sprawie złamała prawo, z pewnością już dawno usłyszałabym zarzuty.
Cała Platforma Obywatelska śmierdzi. Jedna wielka klika złodziei, aferzystów i kryminalistów. Nie znam tej historii. Brawo panie Leszku
A jak to było ze stadionem pani Haniu? 460 mln zł na odbudowę stadionu Legii należącej do ITI w zamian za poparcie ITI w wyborach. Korupcja na całego.
I bank jest w rękach ubeków. By żyło się lepiej.
Ani w tej ani w żadnej innejj sprawie nie mam sobie nic do zarzucenia. Niefrasobliwa ta Hania. Trzymam kciuki Panie Tadeuszu, niech Pan nie odpuszcza.
Polska grzęźnie w tym syfie ! Załóżmy, że stał się cud i wsadzili jednego z tych zwyrodnialców, to tylko jeden !!!, a co z resztą s………w ?!!!
Prawo tworza i egzekwuja znajomi HGW wiec w swietle prawa jak sama mowi zarzutow koledzy jej nie postawia dlatego trzeba wrocic do prawa naturalnego
To tragedia dla naszego kraju, ze rzadzi akurat ta klika złodziejska. A rządzi, bo ma za sobą esbeckie media, a esbecy mają media bo w różnych aferach i prywatyzacji nomenklaturowej przywłaszczyli sobie setki miliardów. I stało się to nawet przed Mgdalenką, choć tam Bolek ze swoją żydowską ekipą (UD) przyklepali tylko tą grabież.
By żyło sie lepiej, a kredyty brało tylko u ubeków. Taki kraj
No to jak będziecie kląć na oprocentowanie od kredytów to przypomnijcie sobie ten artykuł.
wiecie co jak czytam tew szytskie doniesienia o przekretach to mysle ,ze jestem w jakim szpiegowsko sensacyjnym filmie PT by zylo sie nam lepiej to znaczy im Macki siegaja dalej niz nam sie wydaje Nigdy z tego nie wyjdziemy my szarzy okradani obywatele poszarzali ze zlosci i bezsilnosci
dokladnie tak.Nigduy z tego nie wyjdziemy chyba ze zostanie reaktywowana cywilizacja rzymsko-katolicka. Na poczatek trzeba wyjsc z UE
A tych przestępców z sędziów z SN, którzy wbrew prawu wydali wyrok mówiący, że zarząd komisaryczny może dokonać denominacji, to prokurator już nie ściga. Jedna banda – wiedzą, że mogą bezkarnie dopuszczać się przestępstw bo g… możecie nam zrobić.
Do Szanownego Autora tekstu, proszę nie pomijać nazwisk wszystkich zamieszanych w to przestępstwo, tych sędziów z imienia i nazwiska należało przedstawić!
A może sędziowie też parę złotych przygarnęli za wyrok?
A mnie to wcale nie dziwi bo doskonale pokazuje cały mechanizm działania PO: ukraść jak najwięcej, podzielić się z kim trzeba, wsadzić do kryminału i dobrze wypaść w mediach, a potem zostawić po sobie smród na 10 lat. No i oczywiście nie mieć sobie nic do zarzucenia. Przypadek HGW jest znamienny. By żyło się lepiej.
Bardzo fajnie to ująłeś.
Państwo dla PO i jej elektoratu to typowe żerowisko.
Takie kategorie jak dobro wspólne, racja stanu państwa, rozwój gospodarczy przekładające się na znaczenie Polski w rejonie Europy Środkowo-Wschodniej są tej partii z gruntu obce.
To typowa partia demokratyczna patrząca w perspektywie najbliższych 4 lat, opierająca swoje istnienie na sojuszu z byłymi funkcjonariuszami razwiedki, mediów o podejrzanej proweniencji i tzw. elektoracie młodych wykształconych, z dużych miast, na którego głupocie żerowała i jak widać, żeruje nadal, nadając pozory demokratycznego wyboru.
PO deklarowała się jak partia konserwatywno-liberalna. W którym miejscu jest to partia konserwatywna i w którym liberalna…?
W mojej ocenie, w żadnym miejscu. Typowe złodzieje szyldów.
Wlasnie odrzucili panowie z PO calkowity zakaz aborcji pokazujac oblicz4e liberalne.Z konserwatyzmem natomiast nie widze zadnych lacznikow .Nic mi do glowy nie przychodzi….
Jeśli ktoś uważa, że HGW jest od 20 lat przy korycie, jak jej kolega Tusk, przypadkowo, tzn. bez tzw. znajomości, delikatnie to nazywając, to naprawdę nie ma pojęcia co się w Polsce dzieje!
W sumie chodzi o demokracje, ale jestesmy w Polsce na takim jej poziomie, ze moj post, w ktorym zwracam uwage na rozlozenie odpowiedzialnosci ludzi, gdy maja lub nie maja wlasne panstwo, publikowany jest jako oczywisty przez Niezalezna: http://niezalezna.pl/comment/reply/5222/290049 oraz przez Polityke: http://www.polityka.pl/forum/1096776,ruszyla-kampania—zniechecania-do-wyborow.thread#C1096964 ale wyciety jest przez reklamujaca dla siebie poczucie odpowiedzialnosci za demokracje Rzeczpospolita: http://blog.rp.pl/lisicki/2011/09/02/swiadectwo-obludy/comment-page-1/#comment-50937 I to w blogu szefa Rzeczpospoliej!
Czemu się nie dziwię???
Skąd mam przeświadczenie graniczące z pewnością, że ten awans nie wynikał z błyskotliwej osobowości tylko z uwikłania ???
Jaki ten PRL – bis śmieszny
By żyło się swojsko
Ubekistan ma się dobrze…